Dlaczego ciągle brakuje miejsca na dysku?
Przypadek „wczoraj było 50 GB wolnego, dziś zostało 5 GB” nie jest niczym wyjątkowym. System operacyjny, aplikacje i gry codziennie wykonują w tle dziesiątki operacji, które stopniowo zjadają przestrzeń dyskową. Jeśli do tego dochodzą własne pliki – zdjęcia, filmy, projekty, kopie zapasowe – efekt pojawia się nagle: komunikat „mało miejsca na dysku” i system zaczyna działać zauważalnie gorzej.
Subiektywnie wiele osób ma wrażenie, że „nic nie instalują” i „nic nie zapisują”. Obiektywnie jednak dysk pracuje cały czas: zapisuje logi, aktualizacje, dane tymczasowe, cache przeglądarek, miniatury grafik, kopie poprzednich wersji plików czy pliki wymiany. Bez narzędzi takich jak WinDirStat czy ncdu trudno zobaczyć pełny obraz i zrozumieć, co faktycznie pożera gigabajty.
Praca z prawie zapchanym dyskiem to nie tylko kwestia dyskomfortu. Zbyt mała ilość wolnego miejsca powoduje spadki wydajności (szczególnie przy HDD, ale również SSD), problemy z instalacją aktualizacji systemu, ryzyko uszkodzenia plików przy braku miejsca podczas zapisu oraz trudności przy tworzeniu kopii zapasowych. Na serwerach czy stacjach roboczych może to wręcz unieruchomić ważne usługi.
Ręczne kasowanie „na oko”, czyli losowe usuwanie plików po katalogu Pobrane czy z pulpitu, zwykle przynosi krótkotrwały efekt. Najczęściej usuwa się drobne rzeczy, podczas gdy ogromne katalogi (kopie zapasowe, wirtualne maszyny, logi, foldery gier) pozostają nietknięte, bo nikt ich nie kojarzy z głównymi winowajcami. To strata czasu i powtarzający się cykl: chwilowe zwolnienie kilku gigabajtów i znowu komunikat o braku miejsca.
Jednorazowy, porządny audyt przestrzeni dyskowej – z pomocą WinDirStat na Windows i ncdu na Linuksie, macOS czy w WSL – pozwala zidentyfikować największe „wampiry” przestrzeni i ułożyć prostą strategię: co można usunąć od razu, co przenieść na inny dysk, a czego dotykać nie wolno. Taki przegląd zwykle zajmuje od kilkunastu do kilkudziesięciu minut, a potrafi zwolnić kilkanaście–kilkadziesiąt gigabajtów i ustawić zdrowe nawyki na przyszłość.
Jak działa analiza zajętości dysku – podstawy myślenia
Patrzenie na dysk hierarchicznie, nie po plikach
Dysk to nie zbiór pojedynczych plików, tylko struktura hierarchiczna: dysk → partycja → folder → podfolder → plik. Próba zrozumienia, gdzie ucieka przestrzeń przez przeglądanie pojedynczych plików mija się z celem. Trzeba patrzeć od góry: który katalog (albo grupa katalogów) zajmuje największy procent partycji, a dopiero potem wchodzić głębiej – tam, gdzie widać największy udział w całości.
To podejście top-down oznacza: najpierw sprawdzenie, czy głównym winowajcą jest katalog użytkownika, folder z grami, katalog systemowy czy może dane serwera (np. /var na Linuksie). Dopiero potem sens ma szczegółowe grzebanie: np. wewnątrz AppData, Steam, katalogów projektów wideo czy folderów kopii zapasowych. Oszczędza to ogrom czasu i ogranicza ryzyko kasowania losowych drobiazgów bez efektu.
Przeglądarka plików (Eksplorator w Windows, Nautilus/Dolphin/Thunar w Linuksie, Finder w macOS) potrafi pokazać rozmiar katalogu, ale robi to nieporęcznie: trzeba ręcznie otwierać właściwości każdego folderu, odświeżać i czekać. Dedykowane narzędzia analityczne liczą i wizualizują strukturę całej partycji od razu, pokazując udział folderów procentowo i graficznie. To inna liga efektywności.
Dlaczego wizualizacja jest ważniejsza niż lista plików
WinDirStat i ncdu robią jedną kluczową rzecz lepiej niż klasyczny eksplorator: pokazują, które katalogi są największe w relacji do całości. W WinDirStat widać to w postaci mapy prostokątów (treemap), w ncdu w formie posortowanej listy z procentami. Gdy raz zobaczy się, że np. katalog C:UsersNazwaAppData waży więcej niż cały folder Program Files, zaczyna się inaczej myśleć o „niewidzialnych” danych.
Dodatkowo WinDirStat oferuje drzewko rozszerzeń, które potrafi wskazać, że np. duży procent dysku zajmują pliki ISO, ZIP czy MP4. Wtedy często wystarczy przefiltrować je i świadomie zdecydować: które są potrzebne, a które można przenieść lub skasować. Ncdu z kolei daje brutalnie prosty widok w terminalu: lista katalogów posortowana wg rozmiaru, żadnych ozdobników, za to błyskawiczny przegląd.
Wizualizacja wymusza też myślenie kategoriami: „gry”, „backupy telefonów”, „logi serwera”, a nie „ten konkretny plik”. Dzięki temu łatwiej ustalić strategię na przyszłość – np. przenieść katalog gier na inny dysk, wyłączyć niepotrzebne logowanie, zmniejszyć rozmiar cache w aplikacji czy inaczej skonfigurować kopie zapasowe.
SSD vs HDD – znaczenie porządków i zużycia
Na klasycznych dyskach HDD porządki potrafią trwać dłużej, bo czas dostępu do danych jest większy. Liczenie rozmiaru wielu małych plików (cache, miniatury, logi) mechanicznie spowalnia talerzowy dysk. Z drugiej strony HDD zwykle mają większą pojemność przy niższej cenie, więc tam często lądują archiwa, gry czy kopie zapasowe i to na nich trzeba polować na „wampiry” przestrzeni.
Na SSD skanowanie jest dużo szybsze, ale pojawia się inny aspekt: zużycie komórek pamięci. SSD ma określoną liczbę cykli zapisu, więc ekstremalnie częste porządki z masowym kasowaniem i przepisywaniem danych mogą przyspieszyć jego starzenie. Nie chodzi o panikę – pojedynczy audyt nic mu nie zrobi – ale warto unikać codziennego „odkurzania” całego dysku z automatu.
Z perspektywy wydajności SSD dużo bardziej cierpi, gdy jest przepełniony. Gdy wolnego miejsca jest kilka procent, kontroler ma mniej przestrzeni na równomierne rozkładanie zapisów, co przekłada się na spadek prędkości i większe zużycie. Krótko mówiąc, SSD lubi mieć oddech – zwykle sensownie jest utrzymywać minimum 10–20% wolnej przestrzeni, a najlepiej więcej.
Kiedy czyścić, a kiedy po prostu dokupić dysk
Audyt przestrzeni to zawsze pierwsze, tanie rozwiązanie. Jeśli jednak regularnie pracujesz na dużych plikach (wideo, zdjęcia RAW, wirtualne maszyny, projekty 3D), może się okazać, że nawet po rozsądnym sprzątaniu dysk jest po prostu za mały. Zamiast miesiącami walczyć z każdym gigabajtem, lepiej zrobić prostą kalkulację:
- Jeśli po jednorazowym porządku odzyskujesz kilkadziesiąt gigabajtów i utrzymujesz rozsądny zapas – wystarczy dobrze poukładać dane i nawyki.
- Jeśli mimo sprzątania regularnie dochodzisz do ściany, a głównym źródłem zajętości są dane, których nie możesz się pozbyć – sensowne jest dołożenie drugiego dysku (nawet taniego HDD na archiwum lub gier).
- Jeśli system stoi na małym SSD (np. 120–256 GB), a gry/projekty leżą na tym samym dysku – rozdzielenie środowiska na SSD (system + najważniejsze programy) i HDD (reszta) często daje najlepszy efekt „cena vs komfort”.
WinDirStat i ncdu pomagają w tej decyzji. Jeśli widzisz, że np. 80% dysku to dane, których nie możesz usunąć (archiwa, katalogi projektów, biblioteka zdjęć), przesiadka na większy dysk jest inwestycją w spokój. Jeżeli natomiast 30–40% to śmieciowe backupy, cache i stare instalatory, kosztowna rozbudowa sprzętu jest zwyczajnie przedwczesna.

WinDirStat – szybka diagnoza przestrzeni na Windows
Skąd bezpiecznie pobrać WinDirStat i jaki wariant wybrać
WinDirStat to darmowe narzędzie open source do analizy zajętości dysku w Windows. Najbezpieczniej pobrać je z:
- oficjalnej strony projektu (windirstat.net),
- lub z dobrze znanego repozytorium typu FossHub, SourceForge (linki z oficjalnej strony).
Do wyboru jest zwykle instalator oraz czasem wersja portable przygotowana przez społeczność (archiwum .zip do wypakowania i uruchomienia bez instalacji). Dla jednorazowego audytu na własnym komputerze wygodniejszy jest klasyczny instalator. Wersja portable ma sens na pendrive – np. gdy chcesz przeanalizować cudzy komputer bez zostawiania śladów w systemie.
WinDirStat działa na większości wersji Windows (od starszych po aktualne). Nie wymaga mocnej maszyny, ale przy dużych dyskach (np. 1–2 TB z ogromną liczbą plików) skan może potrwać kilkanaście minut. Podczas analizy program odczytuje strukturę katalogów i rozmiary plików – nie ingeruje w dane, dopóki samodzielnie nie zlecisz usuwania.
Jak skanować: cały dysk, partycję czy pojedynczy folder
Po uruchomieniu WinDirStat wyświetla okno wyboru obszaru skanowania. W praktyce są trzy scenariusze:
- Cały dysk systemowy (np. C:) – najlepszy wariant na start. Widzisz pełen obraz: system, programy, dane użytkownika. Skan trwa dłużej, ale daje najwięcej informacji.
- Wybrana partycja (np. D:, E:) – kiedy system i dane są rozdzielone. Przydatne zwłaszcza dla dużej partycji z grami, projektami czy archiwami.
- Konkretny folder – gdy wiesz, że problemem jest np. katalog użytkownika lub konkretna lokalizacja (np. C:UsersNazwaAppDataLocal). Szybsze skanowanie, ale mniej kompletne.
Na początek najlepiej przeskanować całą partycję systemową. Po uruchomieniu skanowania program przechodzi katalog po katalogu, a pasek postępu pokazuje, co aktualnie przegląda. Kiedy skończy, w głównym oknie pojawia się lista katalogów z procentami, mapa prostokątów oraz drzewko rozszerzeń.
Na wolnych HDD skanowanie dużej partycji może potrwać dłużej, więc dobrze jest w tym czasie nie wykonywać intensywnych operacji na dysku. Na SSD proces jest szybszy, choć przy ogromnej liczbie małych plików (np. wiele małych logów) analiza nadal zajmie chwilę.
Interfejs WinDirStat: lista katalogów, drzewko rozszerzeń i mapa prostokątów
Okno WinDirStat ma trzy główne panele:
- Górny lewy panel – drzewko katalogów z informacją o rozmiarze, procentowym udziale w partycji, liczbie plików i folderów. Tu widać hierarchię: od głównego katalogu (np. C:) do najmniejszych podfolderów.
- Górny prawy panel – lista rozszerzeń (np. .iso, .mp4, .zip) z procentowym udziałem w zajętości dysku. Kolory z tej listy odpowiadają kolorom prostokątów na mapie.
- Dolny panel – mapa prostokątów (treemap) – wizualna reprezentacja wszystkich plików. Każdy prostokąt to pojedynczy plik, a jego wielkość odpowiada rozmiarowi. Kolor odpowiada typowi pliku (rozszerzeniu).
Kluczowy jest dolny panel: wielkie prostokąty = wielkie pliki. Kilka ogromnych bloków zajmujących dużą część mapy od razu zdradza głównych winowajców. Można na nie kliknąć i program automatycznie zaznaczy odpowiadający im plik oraz pokaże jego położenie w drzewku katalogów.
Drzewko rozszerzeń pomaga wykryć np. że 40% przestrzeni to pliki .iso, .vhdx, .mkv czy .zip. To często stare obrazy systemu, backupy wirtualnych maszyn, filmy lub archiwa, o których już zapomniano. Dzięki kolorom łatwo wzrokowo odróżnić typy danych i wychwycić powtarzające się „plamki” jednego koloru zajmujące dużo miejsca.
Kolory i prostokąty: jak czytać mapę przestrzeni dyskowej
Mapa prostokątów w WinDirStat wygląda chaotycznie przy pierwszym kontakcie, ale po krótkiej chwili staje się bardzo intuicyjna. Kilka zasad odczytywania:
- Kolor prostokąta odpowiada typowi pliku (np. wszystkie .mp4 na zielono, wszystkie .iso na czerwono). Legendę kolorów widać w panelu rozszerzeń.
- Wielkość prostokąta odpowiada rozmiarowi pliku względem innych. Większy prostokąt = większy plik.
- Grupy podobnych prostokątów obok siebie zwykle oznaczają jeden katalog lub zestaw plików powiązanych (np. pliki gry, paczki tekstur, archiwa backupów).
Praktyka: wystarczy powiększyć okno na cały ekran, aby zobaczyć kilka ogromnych bloków. Kliknięcie w największy przenosi do konkretnego pliku, a kliknięcie prawym przyciskiem daje dostęp do jego lokalizacji w eksploratorze. Bardzo szybko wychodzi na jaw, czy problemem jest np. jeden gigantyczny plik ISO, kilka wirtualnych maszyn, czy setki gigabajtów filmów.
Warto przyzwyczaić się do kolorów. Jeśli np. wszystkie duże prostokąty są w kolorze przypisanym do .mkv, łatwo dojść do wniosku, że główny winowajca to katalog z filmami. Jeśli dominują np. pliki bez rozszerzenia lub systemowe, trzeba ostrożniej analizować, zanim cokolwiek się usunie.
Najczęstsze źródła dużych bloków w WinDirStat na domowym PC
Jak interpretować „topowych pożeraczy” miejsca w WinDirStat
Po pierwszym skanie zwykle okazuje się, że 70–80% przestrzeni zjada kilka katalogów. Kluczowe pytanie brzmi: co z tym zrobić i jak nie zniszczyć sobie systemu jednym nieprzemyślanym kliknięciem.
Najprostsza ścieżka działania wygląda tak:
- Identyfikacja katalogu – w drzewku po lewej sortujesz po kolumnie „Rozmiar” lub „%” i rozwijasz największe gałęzie.
- Ocena typu danych – patrzysz na rozszerzenia i lokalizację (czy to katalog użytkownika, gry, program, coś w AppData, ProgramData, Windows).
- Decyzja: usuń / przenieś / zostaw – nie wszystko, co duże, powinno zniknąć z dysku, ale nie wszystko trzeba też trzymać na szybkim SSD.
Bezpieczne „ofiary” to zazwyczaj:
- stare instalatory w
Pobrane(pliki .exe, .msi, archiwa .zip po jednorazowym użyciu), - kopie zapasowe programów, które dawno nie są używane (.bak, .old, katalogi „backup” w projektach),
- przeterminowane archiwa (.zip, .rar) – np. stare wersje gier, mody, paczki sterowników.
Większość „grubych” katalogów z gier i programów (np. Steam, Epic, Adobe) lepiej najpierw przenieść lub odinstalować z poziomu samego programu, niż usuwać ręcznie. To minimalizuje ryzyko, że system zostanie w stanie „na pół rozwalonym”, a potem trzeba będzie tracić czas na naprawy.
Czego nie kasować w WinDirStat bez doświadczenia
Dużo miejsca potrafią zajmować pliki systemowe. Wyglądają jak kuszący cel, ale ich skasowanie może skończyć się reinstalacją Windowsa. Dla oszczędności czasu i nerwów lepiej zakładać, że pewne lokalizacje są poza zasięgiem, jeśli nie wiesz dokładnie, co robisz.
Ostrożności wymagają zwłaszcza:
C:Windows– pliki systemowe, aktualizacje, komponenty. Usuwanie pojedynczych elementów „na oko” jest proszeniem się o problemy.C:Program FilesiC:Program Files (x86)– katalogi programów. Jeśli trzeba odzyskać miejsce, lepiej użyć panelu „Programy i funkcje” lub menedżera gier (Steam, Epic, Battle.net) niż kasować ręcznie całe foldery.C:ProgramData– dane współdzielone przez aplikacje. Zdarzają się duże cache, ale dobrze najpierw poszukać w Google informacji, do czego służy konkretny katalog.C:UsersNazwaAppDataRoamingiAppDataLocal– konfiguracje, cache i dane aplikacji. Da się tam odzyskać sporo przestrzeni, ale każdy program trzeba traktować indywidualnie.
Bezpieczniejszy wzorzec: zobaczyć w WinDirStat, co zajmuje miejsce, a potem usuwanie lub czyszczenie przeprowadzać najlepiej z poziomu danego programu (np. klienta gier, edytora wideo), ewentualnie według konkretnej instrukcji, zamiast „wycierać” katalogi na ślepo.
Jak planować sprzątanie po analizie WinDirStat
Żeby nie ugrzęznąć na kilka godzin w detalach, sprzątanie dobrze zaplanować w prostych krokach. Z perspektywy efektu do włożonego wysiłku najczęściej sprawdza się taki schemat:
- Ustrzelenie 2–3 największych winowajców – np. po jednym katalogu z gier, archiwami, wirtualnymi maszynami.
- Krótki przegląd Pobrane / Desktop – usunięcie lub przeniesienie rzeczy, które ewidentnie są „jednorazowe”.
- Czyszczenie narzędziami systemowymi – np. Oczyszczanie dysku w Windows (w tym „Poprzednie instalacje systemu Windows” czy „Pliki tymczasowe aktualizacji”).
- Przerwa – jeśli po tych trzech krokach odzyskałeś kilkadziesiąt GB, na tym można zakończyć, zamiast polować na pojedyncze setki MB.
Cel jest prosty: maksymalny zysk przy minimalnym dłubaniu. Polowanie na każdy gigabajt w rozdrobnionych plikach ma sens dopiero wtedy, gdy dysk jest naprawdę mały (np. 128 GB), a nie ma możliwości fizycznego rozbudowania sprzętu.
Praca z WinDirStat krok po kroku – praktyczne scenariusze
Szybka akcja ratunkowa przy komunikacie „brak miejsca”
Gdy Windows krzyczy, że na dysku systemowym zostało kilkaset megabajtów, nie ma czasu na filozofię. Chodzi o jak najszybsze uwolnienie paru–kilkunastu GB, żeby system się „odetkał”.
Najprostszy, sprawdzony scenariusz:
- Uruchom WinDirStat i przeskanuj cały dysk C:.
- Zidentyfikuj 1–2 największe katalogi z danymi użytkownika (np.
C:UsersNazwaWideo,Pobrane, folder z grami). - Jeśli to gry lub programy – odinstaluj z poziomu menedżera (Steam, GOG, panel „Programy i funkcje”).
- Jeśli to filmy, archiwa, ISO – przenieś je tymczasowo na inny dysk, zewnętrzny HDD lub pendrive; usuń z C: po skopiowaniu.
- Na koniec uruchom systemowe „Oczyszczanie dysku” i zaznacz m.in. pliki tymczasowe oraz kosz.
W wielu przypadkach taka akcja zajmuje mniej niż godzinę, a zamiast kupować w panice nowy dysk „na jutro”, można spokojnie zaplanować rozbudowę lub migrację na większy SSD.
Porządkowanie katalogu użytkownika z mapą prostokątów
U większości domowych użytkowników największym bałaganem jest katalog użytkownika: Pulpit, Dokumenty, Obrazy, Wideo, Pobrane. WinDirStat świetnie się sprawdza, gdy potraktujesz ten katalog jak „projekt sprzątania”.
Prosty plan:
- W WinDirStat wybierz do skanowania tylko
C:UsersNazwa– skan będzie znacznie szybszy. - Na mapie prostokątów klikaj po kolei największe bloki, patrząc gdzie leżą (Pobrane, Wideo, Obrazy, podkatalogi projektów).
- To, co faktycznie musi zostać, możesz pogrupować (np. oddzielne katalogi „projekty”, „archiwum”, „do przeniesienia”).
- Rzeczy „do przeniesienia” zrzucasz na wolniejszy, tańszy dysk – szczególnie filmy, stare projekty, paczki gier.
Po jednym takim przeglądzie często okazuje się, że połowę „zjadaczy” miejsca stanowią rzeczy, których nikt nie ruszał od miesięcy. Zamiast kasować z żalem, można je po prostu przesunąć na inny nośnik.
Porównywanie stanu „przed” i „po”
Żeby ocenić, czy porządki mają sens i gdzie jest największy zwrot z inwestycji czasu, dobrze zrobić dwa skany:
- „Przed” – zapis zrzutu ekranu lub eksport listy z WinDirStat (wystarczy zrzut).
- „Po” – drugi skan po sprzątaniu.
Porównanie mapy prostokątów pokazuje, czy obcięte zostały faktycznie duże plamy, czy tracisz czas na mikrooptymalizacje. Przy kolejnym audycie po kilku miesiącach łatwo wrócić do poprzednich wniosków i zacząć od miejsc, które już raz sprawiały problemy.

ncdu – lekki i brutalnie skuteczny skaner w terminalu
Instalacja ncdu na popularnych systemach
ncdu (NCurses Disk Usage) to narzędzie konsolowe, które robi jedno: bardzo szybko pokazuje, co zajmuje miejsce. Zużywa mało zasobów, działa na SSH i nie wymaga interfejsu graficznego. Idealny na serwery, stare laptopy i WSL.
Instalacja jest prosta, zwykle jednym poleceniem:
- Debian/Ubuntu i pochodne (Linux, WSL):
sudo apt install ncdu - Fedora:
sudo dnf install ncdu - Arch/Manjaro:
sudo pacman -S ncdu - macOS (Homebrew):
brew install ncdu
Na Windows najwygodniej korzystać z ncdu w ramach WSL (Ubuntu, Debian) lub w środowiskach typu Cygwin/MSYS. W praktyce, jeśli na Windowsie korzystasz z terminala i WSL, ncdu szybko staje się nawykiem.
Podstawowa obsługa ncdu – od zera do wyniku w minutę
Pełna analiza jednego katalogu to w zasadzie jedno polecenie:
ncdu /lub, dla katalogu domowego użytkownika:
ncdu ~Po chwili ncdu wyświetla listę katalogów i plików w bieżącej lokalizacji, posortowaną od największego do najmniejszego. Dalej obsługa wygląda jak prosty menedżer plików:
- strzałki góra/dół – wybór pozycji,
- Enter – wejście do katalogu,
- lewa strzałka lub
<– wyjście wyżej, d– usuń zaznaczony plik/katalog (z potwierdzeniem),q– wyjście.
Najważniejsze: wszystko jest posortowane od najgrubszego, więc po kilku sekundach wiesz, gdzie przepala się miejsce. Bez map graficznych, ale za to z reakcją praktycznie natychmiastową, nawet na wolnych dyskach i przez SSH.
ncdu na serwerze i w WSL – oszczędność czasu i transferu
Na zdalnych serwerach analiza miejsca przez graficzne narzędzia czy SFTP bywa męczarnią. Listowanie katalogów, sortowanie, ręczne obliczanie – wszystko zajmuje czas i obciąża łącze. ncdu rozwiązuje ten problem w dwóch ruchach:
- Logujesz się przez SSH.
- Uruchamiasz np.
sudo ncdu /lubncdu /var.
Po zakończeniu skanowania możesz „zanurkować” do najbardziej podejrzanych lokalizacji (/var/log, /var/lib, katalogi użytkowników) i usuwać niepotrzebne pliki bez przerzucania gigabajtów przez sieć. Dla administratorów małych serwerów VPS to zwykle najszybsza metoda ratunkowa, gdy system zgłasza „no space left on device”.
W WSL (np. Ubuntu pod Windows) ncdu świetnie pokazuje, co dzieje się wewnątrz środowiska linuksowego, które też potrafi „puchnąć” niezauważenie – choćby przez pliki w /var/cache, logi czy dockerowe warstwy trzymane w systemie plików WSL.
Najprzydatniejsze opcje ncdu w codziennej pracy
Podstawowe uruchomienie zwykle wystarcza, ale kilka przełączników robi dużą różnicę:
ncdu -x /– skan tylko bieżącego systemu plików; nie wchodzi w podmontowane dyski i udziały sieciowe. Pomaga, gdy nie chcesz przypadkiem skanować ogromnej macierzy lub zasobu NFS.sudo ncdu /var– przegląd tylko katalogu/var, który najczęściej puchnie (logi, cache, bazy danych). Zsudozobaczysz też pliki root-a.ncdu -q /– tryb cichy (mniej komunikatów), gdy skan pracuje w tle.
W praktyce najczęściej używa się prostych kombinacji typu sudo ncdu / i sudo ncdu /var. Reszta to już kwestia specyfiki konkretnego serwera lub środowiska.
Typowe winowajcy przestrzeni – gdzie najczęściej przepala się miejsce
Gry i launchery – gigabajty bez kontroli
Na domowych PC-tach absolutnym klasykiem są gry. Nowe tytuły potrafią zajmować po kilkadziesiąt gigabajtów każdy, a kilka z nich bez trudu zapełni cały SSD. Dodatkowo dochodzą:
- mody i dodatki,
- cache shaderów i tekstur,
- stare, niedokończone instalacje.
WinDirStat szybko i brutalnie pokazuje, ile zajmują katalogi Steam, Epic, GOG czy Origin. Zamiast próbować „odchudzać” pojedyncze gry, zwykle sensowniejsze jest:
- przeniesienie biblioteki gier na tańszy HDD lub drugi SSD,
- odinstalowanie pozycji, do których i tak nie wracasz,
- w samej platformie wyczyszczenie zbędnych danych (np. starych backupów, wersji językowych).
Z punktu widzenia czasu – jedna decyzja o przesunięciu całej biblioteki gier przynosi zwykle większy efekt niż godzina kasowania mniejszych plików.
Media: filmy, muzyka, zrzuty ekranu i nagrania
Katalogi z multimediami rosną po cichu. Kilka krótkich nagrań ekranu dziennie, trochę filmów 4K z telefonu, nieprzemyślane „pobrane” z sieci – po roku robi się z tego dziesiątki albo setki gigabajtów.
Backupy, kopie zapasowe i „bezpieczne” duplikaty
Systemowe i aplikacyjne kopie zapasowe potrafią po cichu zjadać dziesiątki gigabajtów. Problemem nie jest sam backup, tylko brak kontroli nad ilością i miejscem, gdzie to wszystko ląduje.
Najczęstsze źródła śmieciowych lub przerośniętych kopii:
- stare punkty przywracania systemu Windows,
- lokalne backupy iPhone/Android w iTunes/Apple Music czy innych narzędziach,
- programy typu Acronis/Macrium zostawiające wiele starych obrazów dysku,
- katalogi „backup”, „stare”, „_old” w projektach i na pulpicie, kopiowane ręcznie miesiącami.
WinDirStat i ncdu bardzo szybko ujawniają takie „kopie kopii”: ogromne katalogi o nazwach backup, old, stare_gry albo paczki typu full_backup_2021.zip, projekt_v2_v3_v4.
Minimalny, racjonalny porządek przy backupach lokalnych:
- pozostaw jedną–dwie ostatnie kopie pełne plus maksymalnie kilka przyrostowych,
- najstarsze archiwa skopiuj na zewnętrzny dysk lub NAS i usuń z SSD systemowego,
- przestań robić ręczne kopie „folderów projektowych” w nieskończoność – zamiast tego użyj prostego Gita (choćby lokalnie) albo co najmniej zipuj i nadpisuj poprzedni plik.
Na Windows warto co jakiś czas przejrzeć ustawienia Przywracania systemu i Historii plików – zbyt wysoki limit na punkty przywracania potrafi zużywać wiele gigabajtów, a odbywa się to totalnie w tle.
Logi, cache i dane aplikacji
Serwery i stacje robocze z oprogramowaniem deweloperskim lub firmowym gromadzą ogromne ilości logów i plików tymczasowych. W systemach desktopowych wygląda to łagodniej, ale i tak po kilku latach zbiera się z tego solidna porcja GB.
Typowe „gąbki” na przestrzeń:
- logi systemowe i serwerowe –
/var/logna Linuksie, katalogi logów w katalogach programów (np. serwery baz danych, narzędzia CI), - cache przeglądarek – Chrome/Firefox/Edge trzymają dane w katalogach użytkownika (profil przeglądarki w WinDirStat często wygląda jak jedna z większych plam),
- cache i buildy narzędzi developerskich – npm, yarn, Maven, Gradle,
node_modules,.gradle,.m2, katalogi typubuild,dist, - cache pakietowych menedżerów –
/var/cache/apt,/var/cache/pacman, cache Dockera, pip, Condy.
ncdu w praktyce upraszcza sprawę: wchodzisz w /var i szukasz katalogów logów lub cache, które są przesadnie duże względem reszty systemu. Zwykle wystarcza:
- wyczyszczenie logów rotowanych od dawna (np. przez narzędzie do rotacji logów lub ręczne kasowanie starych plików
.gz), - opróżnienie cache menedżera pakietów po większych aktualizacjach (
sudo apt clean,sudo pacman -Sc– po przeczytaniu ostrzeżeń!), - usunięcie starych katalogów buildów w projektach, do których już nie wracasz.
Na desktopach dużo robi samo wyczyszczenie cache przeglądarek i komunikatorów (np. Teams, Slack, Discord lubią trzymać lokalne dane). Jeśli na mapie prostokątów widzisz ogromne prostokąty z nazwą profilu przeglądarki – to pierwszy kandydat do odchudzenia.
Maszyny wirtualne, Docker i narzędzia developerskie
Środowiska programistyczne i wirtualizacja potrafią zamienić nawet duży dysk w ciasny korytarz. Pojedyncza maszyna wirtualna to często kilkadziesiąt gigabajtów, a dockerowe obrazy i wolumeny dorzucają swoje.
Najczęstsze źródła problemów:
- kilka maszyn wirtualnych w VirtualBox/VMware/Hyper-V, których nikt od miesięcy nie uruchamiał,
- dziesiątki obrazów Dockera pobranych „na chwilę” przy testach,
- stare wolumeny Dockera z danymi baz, cache, logami,
- SDK różnych wersji (Android, .NET, JDK) zainstalowane równolegle.
Minimalny plan oszczędzania miejsca bez wyrzucania całego środowiska:
- VM-ki: przejrzyj katalogi z maszynami (VirtualBox – domyślnie w katalogu użytkownika, Hyper-V – na partycji danych) i usuń obrazy systemów, których już nie potrzebujesz; alternatywnie przenieś je na większy dysk HDD.
- Docker: okresowo wykonaj
docker image pruneidocker volume prune(najpierw sprawdzając, co zniknie, np. zdocker system df), - SDK i narzędzia: zostaw jedną lub dwie wersje, które są faktycznie używane w projektach; resztę odinstaluj lub skasuj.
Opłacalność takiego sprzątania jest wysoka: usunięcie jednej nieużywanej maszyny wirtualnej czy kilku dużych obrazów dockera często daje natychmiast kilkadziesiąt gigabajtów luzu przy minimalnym nakładzie pracy.
Chmury i synchronizacja: OneDrive, Google Drive, Dropbox
Integracja z chmurą jest wygodna, ale domyślne ustawienia najczęściej zakładają pełną synchronizację. Efekt: wszystko, co trzymasz w chmurze, ląduje również na lokalnym dysku. Na małym SSD to prosty przepis na wieczny brak miejsca.
Problemy powstają w kilku scenariuszach:
- współdzielone foldery firmowe synchronizowane w całości na każdy laptop,
- aplikacje chmurowe zapisujące lokalne kopie wielu wersji plików,
- przypadkowo zsynchronizowane katalogi z wideo/projektami graficznymi.
Strategia „budżetowa”, która zwykle działa dobrze:
- w kliencie chmurowym włącz selektywną synchronizację – lokalnie trzymaj tylko bieżące projekty, reszta niech zostanie „tylko w chmurze”,
- na Windowsie użyj trybów typu „Pliki na żądanie” (OneDrive) – pliki są widoczne, ale nie zajmują realnego miejsca, dopóki ich nie otworzysz,
- jeśli musisz zgrać całą chmurę lokalnie – kieruj ją domyślnie na większy dysk danych, nie na systemowy SSD.
WinDirStat pomaga złapać moment, w którym katalog chmury rozrósł się do kuriozalnych rozmiarów – widać go natychmiast jako ogromny blok w katalogu użytkownika.
Foldery „Pobrane” i pulpit jako śmietnik
Folder Pobrane i Pulpit często pełnią rolę kosza na wszystko: instalatory, archiwa, zdjęcia z komunikatorów, jednorazowe pliki robocze. Problem w tym, że te „chwilowe” rzeczy zostają na lata.
Skuteczny, nieprzekombinowany sposób na opanowanie sytuacji:
- raz na 2–3 miesiące przeskanuj konkretnie
Pobranei Pulpit WinDirStatem lub ncdu (nie cały dysk – oszczędzasz czas), - posortuj pliki po rozmiarze i „zrób porządek od góry” – ISO, archiwa, stare instalatory, paczki z pracy lub studiów,
- instalatory programów kasuj bez sentymentu – przy obecnych łączach szybciej pobrać świeżą wersję niż trzymać starą, która i tak będzie wymagać aktualizacji,
- większe rzeczy, które chcesz zatrzymać, przenieś od razu do odpowiednich katalogów (Dokumenty/Projekty/Archiwum), żeby przestały zaśmiecać „bieżącą przestrzeń”.
Jeśli brakuje ci dyscypliny, prosty harmonogram w kalendarzu typu „czyszczenie Pobrane + Pulpit co kwartał” naprawdę robi robotę. Godzina na takie sprzątanie oszczędza później wiele nerwów, gdy system zaczyna protestować z braku miejsca.
Systemowe pliki ukryte: hibernacja, stronicowanie, kopie sterowników
Część miejsca znika na rzeczy, których nie widać w zwykłym Eksploratorze, a nawet na mapie WinDirStat nie zawsze są od razu oczywiste, bo leżą w katalogach systemowych z ograniczonym dostępem.
Najczęściej chodzi o:
- plik hibernacji (
hiberfil.sys) – zajmuje kilka–kilkanaście GB, zależnie od ilości RAM, - plik stronicowania (
pagefile.sys) – również potrafi mieć spory rozmiar, - stare wersje systemu po aktualizacji – katalog
Windows.oldpo dużych upgrade’ach Windows, - kopie sterowników i aktualizacji, które zostają w systemie po instalacji.
Jeśli liczy się każdy gigabajt na małym SSD:
- wyłącz hibernację, jeśli jej w ogóle nie używasz (
powercfg -h offw CMD uruchomionym jako administrator) – to często kilkanaście GB odzyskane jednym poleceniem, - rozsądnie ustaw rozmiar pliku stronicowania lub pozostaw automatyczny, ale na dodatkowym dysku; unikaj całkowitego wyłączania, jeśli nie masz bardzo dużo RAM-u,
- usuń
Windows.oldi zbędne pliki aktualizacji przez wbudowane narzędzie „Oczyszczanie dysku” z zaznaczoną opcją czyszczenia plików systemowych.
Przed manipulacją tymi elementami opłaca się zrobić szybki skan WinDirStatem całego dysku C:, żeby mieć punkt odniesienia i upewnić się, że problemy nie leżą gdzie indziej (np. w danych użytkownika czy ogromnym katalogu z grą).
Strategia „ciągłego sprzątania” przy minimalnym wysiłku
Zamiast czekać na czerwony pasek „mało miejsca na dysku”, lepiej wdrożyć kilka prostych nawyków, które praktycznie nic nie kosztują czasowo, a trzymają sytuację pod kontrolą.
Przykładowy, bardzo lekki „plan serwisowy” na przestrzeń dyskową:
- raz w miesiącu – szybki rzut okiem WinDirStatem/ncdu na katalog użytkownika lub
/var, tylko po to, by wychwycić rosnące „plamy”, - raz na kwartał – porządne przejrzenie Pobranych, Pulpitu, katalogów z multimediami i gier; przeniesienie/wywalenie największych „zjadaczy”,
- raz–dwa razy do roku – czyszczenie VM-ek, obrazów dockera, starych projektów developmentowych, aktualizacji systemowych i backupów.
Dzięki narzędziom typu WinDirStat i ncdu każdy z tych kroków zajmuje znacznie mniej czasu, bo decyzje podejmujesz nie „na czuja”, tylko na podstawie twardych danych – od największych katalogów w dół. To prostsze niż desperackie kasowanie pojedynczych plików po kilkanaście megabajtów, gdy system już dawno zapchał się rzeczami liczonymi w dziesiątkach gigabajtów.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Dlaczego nagle zniknęło mi kilkadziesiąt gigabajtów z dysku?
Najczęściej winne są automatyczne procesy: aktualizacje systemu i aplikacji, logi, pliki tymczasowe, cache przeglądarek, kopie poprzednich wersji systemu (np. po dużej aktualizacji Windows), backupy w tle czy pliki wymiany/hibernacji. Te dane rosną stopniowo, ale efekt widać nagle – gdy przekroczysz granicę wolnego miejsca i pojawi się komunikat o braku przestrzeni.
Ręczne kasowanie pojedynczych plików z Pobranych czy pulpitu zwykle daje kilka gigabajtów, a problem szybko wraca. Duże „pożeracze” miejsca siedzą głębiej: w AppData, folderach gier, katalogach kopii zapasowych, wirtualnych maszynach albo w katalogach typu /var na Linuksie. Dlatego bez narzędzia pokazującego strukturę całej partycji trudno realnie zdiagnozować problem.
Jak sprawdzić, co zajmuje najwięcej miejsca na dysku w Windows?
Najprostsza opcja to WinDirStat. Po uruchomieniu wybierasz partycję (np. C:), czekasz na skan i dostajesz widok drzewa katalogów wraz z kolorową mapą prostokątów (treemap). Im większy prostokąt, tym więcej miejsca zajmuje dany plik/katalog. Dodatkowo widzisz procentowy udział folderów w całości, więc od razu łapiesz, gdzie giną gigabajty.
Efektywna strategia wygląda tak: najpierw patrzysz, który główny katalog (np. C:Users, C:Program Files, katalog gier, folder backupów) dominuje, a dopiero potem schodzisz poziom niżej. To podejście „z góry na dół” oszczędza czas i chroni przed sytuacją, w której godzinę czyścisz drobiazgi, a ogromny katalog kopii zapasowych zostaje nietknięty.
Jak sprawdzić, co zajmuje miejsce na dysku w Linuksie (i w terminalu)?
Na Linuksie i w terminalu (także w WSL na Windows) najwygodniejszym narzędziem jest ncdu. Instalujesz je z repozytorium dystrybucji (np. sudo apt install ncdu, sudo dnf install ncdu), uruchamiasz w wybranym katalogu (np. sudo ncdu / lub ncdu ~) i po skanowaniu dostajesz listę folderów posortowaną według rozmiaru.
Poruszanie się jest proste: strzałkami wchodzisz w podkatalogi, kasować możesz z poziomu narzędzia (ostrożnie), albo tylko notujesz, co rośnie, i sprzątasz ręcznie. To szybkie, lekkie rozwiązanie – dobry „budżetowy” wybór na serwery, VPS-y i starsze maszyny bez środowiska graficznego.
Czy częste czyszczenie dysku psuje SSD? Jak często robić porządki?
Pojedynczy audyt przy pomocy WinDirStat czy ncdu nie szkodzi SSD w żaden zauważalny sposób. Problemem byłoby raczej codzienne kasowanie i przepisywanie dużych ilości danych „dla sportu”. SSD ma ograniczoną liczbę cykli zapisu, więc ekstremalnie częste masowe sprzątanie może szybciej zużywać nośnik, choć w typowym użytkowaniu rzadko jest to realny kłopot.
Z praktycznego punktu widzenia: sensownie jest zrobić jeden porządny przegląd raz na kilka miesięcy lub wtedy, gdy faktycznie zaczyna brakować miejsca. Znacznie groźniejsze dla SSD jest trzymanie go wiecznie „pod korek” – przy kilku procentach wolnej przestrzeni spada wydajność i rośnie zużycie. Bezpiecznym minimum jest utrzymywanie przynajmniej 10–20% wolnego miejsca.
Kiedy lepiej czyścić dysk, a kiedy po prostu dokupić nowy?
Najpierw zrób jeden solidny audyt WinDirStatem lub ncdu. Jeśli po posprzątaniu śmieci (cache, stare instalatory, niepotrzebne backupy) odzyskujesz sporo miejsca i przez dłuższy czas utrzymujesz rozsądny zapas – wystarczy poprawić nawyki i ustawić np. automatyczne czyszczenie plików tymczasowych.
Jeśli jednak po porządkach nadal jesteś prawie pod kreską, a 70–80% przestrzeni zajmują dane, których realnie nie możesz skasować (projekty wideo, biblioteka zdjęć, wirtualne maszyny, archiwa) – tańszym w dłuższej perspektywie rozwiązaniem jest dokładanie drugiego dysku. Na start może to być zwykły HDD na archiwum i gry, a mały SSD zostaje na system i najważniejsze aplikacje. Mniej kombinowania, więcej świętego spokoju.
Czy usuwanie plików z folderu Pobrane i pulpitu ma sens, jeśli brakuje dużo miejsca?
To dobry pierwszy krok „na szybko”, ale zwykle daje tylko chwilowy efekt. Typowe pliki z Pobranych (PDF-y, drobne instalatory) ważą mało w porównaniu z katalogami gier, backupów czy wirtualnych maszyn. Jeśli brakuje kilkudziesięciu gigabajtów, takie sprzątanie „na oko” rzadko rozwiązuje problem długoterminowo.
Lepszy scenariusz: kasujesz oczywiste śmieci z pulpitu i Pobranych, a potem przepuszczasz dysk przez WinDirStat lub ncdu. Wtedy od razu widać, czy trzeba przenieść katalog gier na inny dysk, wyłączyć zbyt agresywne backupy, czy np. ograniczyć cache w jakiejś aplikacji. Jeden dobrze przeprowadzony audyt zwykle jest bardziej opłacalny czasowo niż cotygodniowe „przewracanie” tego samego folderu Pobrane.
Czy WinDirStat i ncdu są bezpieczne? Skąd je pobrać i jak nie narobić szkód?
WinDirStat i ncdu same w sobie są bezpieczne – analizują strukturę plików i pokazują rozmiary. Ryzyko pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczniesz kasować losowe rzeczy bez zrozumienia, co to jest. Dlatego przy pierwszym użyciu zacznij od katalogów, które dobrze znasz (np. własny profil użytkownika, katalog gier, folder z projektami), a systemowe foldery traktuj ostrożnie.
WinDirStat pobieraj wyłącznie z oficjalnej strony windirstat.net lub z repozytoriów, do których odsyła tamten serwis (FossHub, SourceForge). Ncdu najlepiej instalować z oficjalnych repozytoriów dystrybucji Linuksa (apt, dnf, pacman itd.). To najtańszy i najbezpieczniejszy wariant – bez płatnych „przyspieszaczy” i podejrzanych dodatków.
Najważniejsze wnioski
- Gwałtowne „znikanie” dziesiątek gigabajtów to zwykle efekt cichej pracy systemu i aplikacji (logi, cache, aktualizacje, kopie wersji plików), a nie nowych programów instalowanych świadomie.
- Skuteczna diagnoza wymaga patrzenia na dysk hierarchicznie (partycja → główne katalogi → podfoldery), a nie na poziomie pojedynczych plików – inaczej łatwo traci się czas na drobiazgi zamiast trafić w głównych „pożeraczy” przestrzeni.
- WinDirStat (Windows) i ncdu (Linux/macOS/WSL) dają szybki, całościowy obraz zajętości dysku, pokazując procentowy udział katalogów i typów plików, co zwykle pozwala w kilkadziesiąt minut odzyskać kilkanaście–kilkadziesiąt GB.
- Losowe kasowanie plików z Pobranych czy pulpitu działa krótkotrwale – prawdziwy zysk daje dopiero namierzenie dużych katalogów jak kopie zapasowe, gry, wirtualne maszyny czy rozrośnięte AppData i ich świadome ogarnięcie (np. przeniesienie na inny dysk).
- Wizualizacja zajętości (treemap w WinDirStat, posortowana lista w ncdu) ułatwia myślenie kategoriami typu „gry”, „backupy”, „logi” zamiast „pojedyncze pliki”, co przekłada się na prostszą strategię utrzymania porządku w dłuższej perspektywie.
- Na HDD porządki trwają dłużej, ale to zwykle główny magazyn „grubych” danych; na SSD skanowanie jest szybkie, jednak przepełniony dysk solidnie traci na wydajności, więc trzeba mu zostawiać zapas wolnej przestrzeni.






